
Drogie Koleżanki! Drodzy Koledzy!
Szanowni Państwo!
W związku z bulwersującymi wypowiedziami Ministra Zdrowia z dnia 08.08.2006r.
w "Rzeczypospolitej" oraz "Newsweeku" dotyczącymi nas i naszej specjalności
zamieszczamy korespondencję między Prezesem PTAIIT a Ministrem Zdrowia
List Prezesa PTAiIT do Ministra Zdrowia
Poznań, dnia 14 sierpnia 2006r.
Minister Zdrowia
Prof. dr Zbigniew Religa
ul. Miodowa
00-952 Warszawa
Ile zasług wniósł Pan jako lekarz do polskiej medycyny, tyle przykrości odczuwam, będąc zmuszonym do napisania tego listu Pańską wypowiedzią, zamieszczoną w 32 numerze (13.08.2006) tygodnika "Newsweek" w wywiadzie zatytułowanym "Ja się cieszę z tych wyjazdów" oraz wypowiedzią dla "Rzeczpospolitej" w wywiadzie "Polak zdrowy za 30 lat" (8.08.2006).
Pańska wypowiedź dla "Newsweeka" została odebrana w środowisku anestezjologów jako głęboko krzywdzący wyraz pogardy i lekceważenia tych spośród pracowników służby zdrowia, którzy, choć jak większość, pozostają w cieniu, to zawsze byli tymi, którzy umożliwiali bezpieczne przejście chorych przez eksperymenty medyczne a później przez co raz bardziej urazowe, obciążające i pełne ryzyka zabiegi operacyjne. Można zrozumieć, że lekarz, reprezentujący zabiegową specjalność medyczną skupia zazwyczaj swą uwagę na operowanym fragmencie ciała leczonego człowieka i nie dostrzega i nie uświadamia tego wszystkiego, co dzieje się wokół, bo nie jest to na co dzień potrzebne.
Jednakże już pierwsi, światli chirurdzy, którzy w rozwoju anestezjologii a wraz z nią intensywnej terapii, dostrzegali możliwość rozwoju chirurgii, promowali i wspierali tę specjalność. Pionierzy polskiej anestezjologii, profesorowie Pokrzywnicki, Jurczyk, Aroński, Sych, Kamiński, Brodzińska, Wołowicka, Dyaczyńska-Hermann, docent Justyna i wielu innych, w żywych kontaktach z ośrodkami europejskimi i światowymi zrobili wszystko, co w ich czasach było możliwe, by ta tak istotna dla pacjentów i kolegów specjalistów dziedzina nie różniła się od poziomu światowego.
Panie Ministrze, sądziłem, że wynikające z różnej samooceny i oceny wzajemnej napięcia między anestezjologami i "zabiegowcami" odeszły w przeszłość.
W tym kontekście Pańska wypowiedź może być odebrana jako powrót do starych obyczajów, w których ambicje i hierarchizacja układów szpitalnych czy uczelnianych, przejętych z dziewiętnastowiecznych wzorców niemieckich, początkowo przydatnych a później hamujących rozwój, stanowiły surową normę stosunków międzyludzkich.
Czytelnik może odnieść wrażenie, że anestezjologią zajmują się tylko mało ambitni nieudacznicy! Trudno o gorszy sygnał dla środowiska. Swoją niechęć do anestezjologów wyraził Pan także w zdaniu "Nie mówmy już o anestezjologach!".
Sygnał drugi jest też jasny, nie ma o kim rozmawiać. Czyli mała grupa, która nie ma znaczenia dla wyborów, składa się z ludzi nie umiejących się bronić - mało agresywnych, nie stanowi problemu.
Anestezjolodzy bronią się ucieczką. W odpowiedzi proponuje Pan rozwiązania siłowe - żadnego przyciągania do polskich chorych, do polskich szpitali a wręcz przeciwnie, odpychanie, poprzez kaleczenie godności, dezawuację ich zdobywanego z wieloma wyrzeczeniami wykształcenia. Powiedział Pan, że należy szybko wyszkolić i kropka! Podejrzewam, że nie jest Pan świadom tego, że do trudnienia się anestezjologią jest co raz mniej chętnych a samo szkolenie trwa 6 lat. Starzenie się społeczeństwa powoduje wzrost ryzyka okołooperacyjnego pacjentów bardziej obciążonych dodatkowymi schorzeniami.
Panie Ministrze, jeśli Pan i Pański zespół nie podejmie działań i ratunkowych i reformatorskich w najbliższym czasie, polegających na szybkim dostosowaniu uczelni medycznych do naszych potrzeb z włączeniem ich w system dobrych uczelni europejskich a 2-4 uczelni w system najlepszych uczelni światowych, staniemy się rezerwatem historii medycyny w Europie.
Koszty zaniechania będą wysokie. Już niedawne oceny zespołów specjalistycznych mówią o grożącym Polsce regresie ekonomicznym i cywilizacyjnym, związanym z marazmem i bałaganem w systemie ochrony zdrowia. To nie jest demagogia albo problem odległy. Kontynuuje już leczenie w moim szpitalu chory, którego nie można było zoperować w Polsce; zrobiono to w Niemczech. Rodzina chorego dowiedziała się ostatnio, że po ponownym przeliczeniu kosztów terapii, będzie musiała zapłacić nie 30.000 Euro (zbierali się na to znajomi chorego, przyjaciele, zakład pracy i rodzina) a 60.000 Euro. - Czy taka ma być nasza strategia? Niech inni robią za nas to, czego nie chcemy lub nie potrafimy się nauczyć? Wierzę, że tak nie jest. Tylko wzmocnienie polskiej nauki, szkolnictwa, ochrony zdrowia może dać nam szanse przetrwania.
Panie ministrze, znając Pana domyślam się, iż Pańskie wypowiedzi były raczej wyrazem zniecierpliwienia w sytuacji odpowiadającego na trudne i nieprzyjemne pytania, jednak stało się już wiele złego. Wierzę, że nie było to Pańskim zamierzeniem i wierzę, że i Pan i zespół Pańskich doradców potrafi przynajmniej w części naprawić szkody, wyrządzone w psychice Pańskich podwładnych i jednocześnie kolegów, które obecnie powodują uczucie dojmującej krzywdy, skłaniającej do emocjonalnych działań.
Panie Ministrze, wiele już zmieniło się w naszym kraju na dobre, także w służbie zdrowia - zwyczajowo nie mówi się wiele o osiągnięciach (chyba, że własnych), szybko przyjmując je za oczywistość. Wiele jednak pozostaje do zrobienia! Nie podoła Pan temu sam, nawet przy najlepszej woli; potrzebuje Pan wsparcia społeczeństwa a w nim także Pańskich koleżanek i kolegów. Niech ich Pan proszę nie zraża, nie Pan pozwoli sobie pomóc.
Z poważaniem
Prof. dr hab.n.med. Leon Drobnik
Prezes Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii
Kierownik Klinki Anestezjologii, Intensywnej Terapii i Leczenia Bólu
Katedry Anestezjologii i IT A.M. w Poznaniu
V-ce przewodniczący zespołu "Jakość i bezpieczeństwo w anestezjologii"
Europejskiej Rady Specjalistów Medycznych (UEMS)
Odpowiedź Ministra Zdrowia na list Prezesa PTAiIT
Poznań, dnia 24 sierpnia 2006r.
Prof. dr hab. med. Leon Drobnik
Prezes
Polskiego Towarzystwa Anestezjologii
i Intensywnej Terapii
Szanowny Panie Profesorze!
Uprzejmie dziękuję za przekazany mi list Pana Profesora dotyczący enuncjacji prasowych tygodnika "Newsweek" i "Rzeczpospolitej" dotyczących anestezjologii jako nauki i lekarzy reprezentujących tę specjalizację. Niestety, artykuł "Newsweeka" nie odzwierciedla mojego rzeczywistego i prawdziwego stosunku zarówno do dziedziny wiedzy medycznej jaką jest anestezjologia i intensywna terapia, jak i do Koleżanek i Kolegów ją reprezentujących. Podczas całego mojego życia zawodowego dawałem wielokrotnie wyraz szacunku i partnerskiego traktowania pracujących ze mną anestezjologów.
Szanowny Panie Profesorze,
W czasie rozmowy telefonicznej z dziennikarzem "Newsweeka" z naciskiem podkreślałem fragment wypowiedzi, która miała traktować o tym, że "... niektóre osoby niesłusznie twierdzą, iż anestezjolodzy w procesie leczenia chorego są drugoplanowymi postaciami ...". Niestety pomimo tego błędnie przypisano mi wypowiedź w brzmieniu "...Anestezjolodzy w procesie leczenia są drugoplanowymi postaciami ...", a nie jest to mój sposób myślenia.
Powyższej prośby niestety nie uwzględniono, podobnie jak prośby o przedłożenie do autoryzacji tekstu wywiadu.
Odnośnie migracji lekarzy za granicę, opierając się na własnym doświadczeniu uważam, że wyjazdy do krajów wysokorozwiniętych przyczyniają się do zdobywania nowej wiedzy, umiejętności praktycznych i wielokrotnie pozwalały na wdrażanie nowych metod leczenia w Polsce. W świetle zamieszczonych w wywiadzie, wyrwanych z kontekstu wypowiedzi, zabrzmiało to jak akceptacja migracji lekarzy ze wszystkimi tego konsekwencjami.
W świetle powyższego jedyne, co mogę uczynić to zapewnić o moim wielkim uznaniu dla naukowców i lekarzy praktyków specjalizujących się w dzidzinie anestezjologii i intensywnej terapii, czego dowodzi m.in. aktualnie procedowana w ministerstwie nowelizacja rozporządzenia w sprawie uznania dziedzin medycyny za priorytetowe, w którym umieszczono anestezjologię i intensywną terapię.
Jest to nazbyt oczywiste, iż rozwój licznych dziedzin medycyny, w tym chirurgii, nie byłby możliwy bez rozwoju anestezjologii i pasji twórczej oraz wiedzy i talentu jej wybitnych przedstawicieli, między innymi tych, których zechciał Pan Profesor wskazać w swoim liście. Przedkładając powyższe, pragnę równocześnie podziękować Panu Profesorowi za cenne uwagi dotyczące działań naprawczych w systemie kształcenia w uczelniach medycznych oraz systemie ochrony zdrowia.
Z wdzięcznością przyjmuję deklarację Pana Profesora wsparcia moich działań jako Ministra przez Koleżanki i Kolegów, łączy nas bowiem szczególna zależność, a jest nią przysięga Hipokratesa. Mam nadzieję, że ścisła współpraca kierowanego przeze mnie Urzędu ze środowiskiem lekarskim pozwoli efektywnie rozwiązać problemy, które jakkolwiek trudne, nie są nierozwiązywalne.
Jednocześnie przepraszam za opóźnioną odpowiedź na list Pana Profesora, co spowodowane było okresem urlopowym.
z wyrazami szacunku
Zbigniew Religa
Odpowiedź Prezesa PTAiIT na wypowiedzi Ministra Zdrowia z dnia 08.08.2006r.
Poznań, dnia 9 sierpnia 2006r.
Sztuczne serce?
Jak większość moich kolegów anestezjologów, staram się zabierać głos wtedy, gdy jest to konieczne. Od lat i ja i moi koledzy oswojeni jesteśmy z szumem informacyjnym, w którym raz po raz rozbłyskują słowa - wytrychy, takie jak świadczeniodawcy, świadczeniobiorcy, reformy, fundusze, technologie, społeczeństwo wiedzy, Europa, Świat, postępowość, genomika i pieniądze. Pieniądze, które mogą wszystko! Ten zgiełk unosi się ponad głowami chorych i ich rodzin oraz zabieganych pielęgniarek, lekarzy i innych pracowników służby zdrowia, którzy próbują dać to, co potrafią, szukającym pomocy.
Anestezjolog, to lekarz, który umożliwia choremu bezpieczne przeżycie i bezbolesne przejście przez działania lecznicze innego leczenia - leczenia mechanicznego, prowadzonego przez innego lekarza, np. chirurga, pomagającego choremu wiedzą oraz mechanicznym działaniem z użyciem narzędzi, ingerujących w ciągłość tkanek chorego człowieka. Anestezjolog nie zadręcza chirurga swymi uwagami o bieżącym stanie chorego, by ten mógł skupić całą swą uwagę w wąskim polu działania chirurgicznego. Anestezjolog zwraca uwagę operatorowi wtedy, gdy z chorym dzieje się coś niedobrego i działalność operatora musi być wstrzymana lub zmieniona.
Dzisiaj poczułem się właśnie anestezjologiem, postawionym w takiej sytuacji. W jednym dniu przeczytałem dwa wywiady, udzielone przez mojego przełożonego, Ministra Zdrowia, Pana Profesora Zbigniewa Religę, redaktorom tygodnika "Newsweek Polska" Nr 32/2006, w wywiadzie zatytułowanym "Ja się cieszę z tych wyjazdów" oraz redaktorom dziennika "Rzeczpospolita" Nr 184 w wywiadzie opatrzonym tytułem "Zdrowy Polak za 30 lat".
Lekko oszołomiony operacją na moim samopoczuciu, przeprowadzoną bez znieczulenia, wpatrywałem się tępo w ekran telewizora, kiedy coś na nim zamigało i pewny siebie, ciepły, budzący nadzieję i ufność głos powiedział stanowczo: "Chcę być godnie traktowany we własnym kraju!". Może coś źle zrozumiałem, jako iż pochłonięty pracą jako lekarz w szpitalu, jako nauczyciel akademicki i własnym ciągłym samokształceniem, coraz mniej mam czasu na oglądanie programów telewizyjnych i studiowanie prasy z wiedzą ogólną. Lecz to, co usłyszałem i zobaczyłem było jak wskazujący palec, który zmusił mnie do przerwania milczenia.
Gdybym nie był przekonany o wysokiej kulturze osobistej Pana Profesora Religi, na podstawie obu wywiadów odniósłbym wrażenie, iż uczuciem, jakie żywi do społeczeństwa, któremu służy oraz licznej grupy pracowników służby zdrowia, zmęczonych jak reszta społeczeństwa, często zagubionych i tracących wiarę w lepszą przyszłość w naszym kraju, jest mieszania pogardy i lekceważenia. Co wzbudziło we mnie takie przekonanie?
W wywiadzie "Ja się cieszę z tych wyjazdów" znalazłem kilka zdumiewających stwierdzeń Pana Profesora. Oto pierwsze: "Anestezjolodzy w procesie leczenia chorego są drugoplanowymi postaciami, dlatego ta specjalizacja nigdy nie przyciągała. W Polsce cierpimy na brak anestezjologów od lat, tak jest zresztą na całym świecie".
Porażające jest w tej wypowiedzi założenie, iż istnieje hierarchizacja zespołu prowadzącego leczenie chorego. Jak w teatrze, są tu role pierwszoplanowe i drugoplanowe. Rolę pierwszoplanową, rolę wszechwiedzącego, surowego ale dobrego ojca odgrywa chirurg, rolę drugoplanową każdy, kto nie jest chirurgiem. Pozwoli Pan, Panie Ministrze,
że wyliczę tych drugoplanowych, dzięki którym mógł Pan przeżywać, jak Pan określił, swoją "przygodę z prawdziwą chirurgią". Lekarz rodzinny, lub inny lekarz, do którego zgłosił się chory z pierwszymi dolegliwościami, rejestratorka, która otwierała dokumentację jego choroby i leczenia; pielęgniarki, które od początku prowadziły opiekę, zabiegi pielęgnacyjne i wspierały psychicznie, ponieważ zawsze były najbliżej chorego i najdłużej i z nimi chory miał odwagę swobodnie rozmawiać; pracownicy laboratoriów diagnostycznych, lekarze i technicy oraz inżynierowie, umożliwiający diagnostykę i sprawne działanie przychodni, poradni, szpitala i sali operacyjnej; radiolodzy, pokazujący Panu i innym operatorom, co i gdzie w organizmie chorego jest nieprawidłowe i powinno być rozwiązane chirurgicznie.
Anestezjolodzy, o których Pan, jako jeden z kolejnych ministrów wyraża się z pogardą, są tymi lekarzami, których chorzy widzą jako ostatnich przed operacją i jako pierwszych po niej. Anestezjolodzy to lekarze, pod których opiekę trafiają chorzy, kiedy zabieg chirurgiczny został powikłany (bez względu na przyczynę) i chory wymaga specjalnego intensywnego traktowania,
aby bezpiecznie i z sukcesem zakończyć proces leczenia. Anestezjolodzy to lekarze, którzy podejmują się leczenia, gdy chirurg, internista, pediatra rozkłada ręce. To lekarze, którzy podejmują trudną, nierzadko heroiczną walkę o tych chorych, którym inni przekreślili szansę, którzy wymagają najbardziej precyzyjnego i interdyscyplinarnego leczenia,
wspieranego ogromną wiedzą, doświadczeniem i często zdolnością podejmowania ryzykownych decyzji. Są najlepiej merytorycznie przygotowani do leczenia stanów zagrożenia życia. Chorzy z ich oddziałów - Oddziałów Intensywnej Terapii - przechodzą największe kryzysy i szczęśliwie mogą dalej żyć wśród bliski ch. Anestezjolodzy wybierają swą specjalność nie z desperacji,
ale z przekonania, że istnieje dobro, że podawanie ręki innemu człowiekowi może odbywać się bez oklaskującej sali, kamer i obiektywów. Są to ludzie, których "ego" nie jest przesadnie wygłodniałe i nie wymaga stałego dokarmiania potwierdzanymi zewnętrznie sukcesami. Młodzi, nie radzący sobie z własną pychą koledzy, jeśli przypadkowo rozpoczęli specjalizację z anestezjologii, szybko z niej rezygnowali. I dobrze, bo anestezjolog jest ostatecznym rzecznikiem chorego, jego obrońcą podczas operacji i stanach zagrożenia życia. Jest dużą pociechą, że ryzyko znieczulenia zmalało do 1-2 ciężkich powikłań na 10.000 operacji. Nie zauważyłem też w Pańskich wypowiedziach słowa o pielęgniarkach instrumentariuszkach i Pańskich kolegach chirurgach z innych specjalności zabiegowych, którzy obok Pana stawali zawsze przy chorym.
Kiedy starałem się wczuć w ministerialne widzenie pierwszego i drugiego planu artystów uczestniczących w sztuce o tytule "Proces leczenia", czegoś mi zabrakło. I tu doznałem olśnienia. - Gdzie jest pacjent Panie Ministrze?! Niestety, obawiam się, że nadal wyznacza mu Pan rolę rekwizytu w tym spektaklu!
Myślałem, że taki sposób widzenia chorego stał się już historią medycyny, wyznaczanej cierpieniami chorych i staraniami leczących i pielęgnujących, tak jak ma to miejsce w wielu krajach zachodnich, które Pan zna i podziwia. Słusznie, godność człowieka, czy zdrowego, czy chorego, jest tam traktowana bardziej serio niż w naszym kraju, w którym godność jest bardziej zwrotem mowy czy hasłem w kampaniach propagandowych niż powszechnie przestrzeganą wartością. Zrobiło mi się Pana żal, Panie Ministrze, kiedy w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" ujawnił Pan, że najbliższym współpracownikiem chirurga jest, a w Polsce będzie, robot. Nie ma nic złego w zachwycie maszynami i techniką, jeśli nie zubaża to szacunku dla człowieka.
Niestety to, co powiedział Pan Profesor o polskich studentach medycyny, którzy Pańskim zdaniem nie dorastają swoim amerykańskim, genialnym kolegom do pięt, świadczy o tym, iż widzi Pan nasze uczelnie medyczne a zwłaszcza naszą młodzież niezdolną do uzyskania dobrego wykształcenia medycznego. Panie Ministrze, gwałtownie i zdecydowanie protestuję. Mamy fantastyczną, ZDOLNĄ, AMBITNĄ I PRACOWITĄ MŁODZIEŻ. Mamy młodzież zdolną do poświęceń. Mamy młodzież, która wspierana przez niezamożnych rodziców, wieloma wyrzeczeniami i wielkim nakładem sił zdobywa wykształcenie. Jestem również nauczycielem akademickim i pytam na egzaminach młodych, szkolących się specjalistów z Polski i innych krajów europejskich- wschodnich i zachodnich. W kilka lat po studiach nasi specjaliści przygotowani są intelektualnie jak orły. Po kilku następnych latach są już bez skrzydeł. Kto obciął im skrzydła? Idealizm i intelekt przegrywają z brutalną, niszczącą ekonomią, bałaganem organizacyjnym, przemocą w stosunkach międzyludzkich.
Spotykałem za granicą moich kolegów, pozostających tam z rodzinami na gościnnym chlebie. Wie Pan, że jest to chleb gorzki. Oni ciągle mieli nadzieję, że upiory totalitaryzmów odpłyną z naszego kraju i wrócą szanse na normalne życie, normalny rozwój i normalną pracę. Wrócił do mego szpitala kolega, który przez kilka lat pracował w zespole szpitali oksfordzkich. Po roku pracy w dużym polskim szpitalu powiedział mi: "Wiesz, nic się jednak nie zmieniło. Chociaż mi przykro, wracam do spokojnego miejsca pracy, gdzie będę mógł żyć godnie".
Panie Ministrze! Nie zgadzam się z Panem, iż możemy zaniechać prób budowy dobrej nauki, dobrych uczelni, dobrych laboratoriów w naszym kraju. To musi być podstawa naszego kształcenia i rozwoju naszego kraju. Wyjazdy są dobre, ale gdy nie są efektem przymusu takiego czy innego a stanowią ciekawość świata, ludzi i wymiany myśli. Jeśli tak, jak Pan to radzi, będziemy biernie czekali, trochę biadoląc, trochę zazdroszcząc innym, będziemy sami gorsi od tych, którzy nasz rozwój blokowali biologicznie i ekonomicznie w najgorszych okresach naszej historii, historii Polski. Panie Ministrze, wszyscy wiemy, że społeczeństwo niewykształcone, chore i do tego demoralizowane, nie stać będzie na samodzielność. Nie było w Pańskiej wypowiedzi nowoczesnego, całościowego spojrzenia na rolę medycyny w społeczeństwie, zdrowy tryb życia, zapobieganie chorobom, rehabilitację po urazach i ciężkich schorzeniach, rehabilitację i usprawnianie ludzi starszych, zapobieganie uzależnieniom i leczenie uzależnień.
Panie Ministrze, od pokoleń wiadomo, że w trudnych momentach życia najbardziej pomocne są trzy ciche siostry: wiara, nadzieja i miłość. Proszę, niech Pan nie wypędza tych sióstr z Polski za granicę. I niech Pan także nie wierzy, że prawidłowa droga rozwoju człowieka lub państwa, zaczyna się od zgromadzenia pieniędzy a dopiero potem mądrości. W moim przekonaniu jest zupełnie na odwrót.
Z poważaniem
Prof. dr hab.n.med. Leon Drobnik
Prezes Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii
Kierownik Klinki Anestezjologii, Intensywnej Terapii i Leczenia Bólu
Katedry Anestezjologii i IT A.M. w Poznaniu
V-ce przewodniczący zespołu "Jakość i bezpieczeństwo w anestezjologii"
Europejskiej Rady Specjalistów Medycznych (UEMS)
|