Warszawa, dnia 30.12.2004

Prezes
Polskiego Towarzystwa
Anestezjologii
i Intensywnej Terapii
Prof. dr hab. Andrzej Nestorowicz

 

Szanowny Panie Prezesie

Odpowiadając na pismo, otrzymane w grudniu 2004, przede wszystkim dziękuję za przekazane informacje i treści świadczące o wielkiej trosce i zaangażowaniu Pana Profesora w sprawę kształcenia specjalizacyjnego lekarzy ukierunkowanych na anestezjologię i intensywną terapię.

Ze swojej strony postaram się w miarę możliwości ustosunkować do spraw poruszanych w dyskusji na Posiedzeniu Zarządu Głównego PTAiIT 5 listopada 2004 r. oraz w Pańskim piśmie.

W pierwszej części odpowiedzi przedstawię stanowisko w odniesieniu do treści zawartych w części ogólnej pisma. W dalszej części odpowiem na zastrzeżenia szczegółowe.

Oceniając globalnie dostępność kształcenia specjalizacyjnego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii na podstawie przebiegu i wyników kolejnych sesji egzaminacyjnych w latach 2002, 2003 i 2004 można z pewnością uznać sytuację za stabilną w odniesieniu do liczby lekarzy dopuszczanych i przystępujących do egzaminów. Wynosiła ona w pierwszej sesji (2002 rok) 82 osoby, w następnych 147 i 60 osób (2003 rok) i ostatnich 119 i 103 osoby (2004 rok).

W tych latach odsetek zdających z oceną negatywną wypadał podobnie i sumarycznie traktując wszystkie części egzaminu wynosił niewiele ponad 20%.

Z drugiej strony w całościowej ocenie kształcenia specjalizacyjnego należy uwzględniać fakt znaczących i ciągłych przeobrażeń formalnych w sferze administracyjnej i organizacyjnej wymagających dostosowania, a potem najczęściej nowelizacji przepisów, które to działania angażują wszystkich uczestniczących w realizacji programu.

Jeśli chodzi o program specjalizacji w naszej dziedzinie ulega on stałym modyfikacjom wynikającym po części z uwag bezpośrednio zainteresowanych, czyli egzaminowanych, ale także z dyskusji prowadzonych na forum Nadzoru Krajowego. Elementem niesprzyjającym wyraźnie odczuwalnym zmianom jest czasochłonność wszystkich procesów administracyjnych i dwu lub trzyczłonowa zależność.

Niemniej spodziewam się pewnych ułatwień w procedurach obowiązkowych dotyczących kwalifikacji dokumentów stanowiących o dopuszczeniu do egzaminu państwowego oraz uproszczenia w egzekwowaniu egzaminu praktycznego.

Obowiązujący obecnie program specjalizacji w znaczącej mierze przygotowany w oparciu o poprzedni z 1999 roku autorstwa prof. A. Kublera, J. Jastrzębskiego, A. Dyaczyńskiej-Herman, W. Gaszyńskiego, A. Nestorowicza, W. Jurczyka i dr Paradowaskiej- Jeszke bardzo wysoko ocenili wizytatorzy z UEMS i zaaprobowali go w pełni jako wzorcowy dla potrzeb ogólnoeuropejskich.

Realizacja programu nie zawsze jest doskonała, co wynika między innymi z ograniczonej liczby ośrodków akredytowanych, liczby miejsc specjalizacyjnych dla lekarzy deklarujących zamiar podjęcia kształcenia oraz dostępności do obowiązkowych kursów.

Co do liczby ośrodków akredytowanych zależy ona, jak Panu Profesorowi wiadomo, od decyzji Komisji Ekspertów i możliwości szkolenia w poszczególnych jednostkach. Odwołania od tych decyzji trafiają do mnie, ale lepiej powiedzieć, że trafiały, ponieważ od roku nie otrzymałam żadnego. W Polsce aktualnie dysponujemy ponad 1200 miejscami specjalizacyjnymi. Liczba lekarzy posiadających otwartą specjalizację wynosi 1786, ale prawie 400 nie deklaruje chęci jej kontynuowania, a innych 400 kontynuuje specjalizację tzw. starym trybem i z reguły znajduje się poza pulą ogólną.

Odpowiadając na zawarte w piśmie zarzuty dotyczące ułomności systemu;

Po pierwsze, nie ma w Polsce województwa z jednym ośrodkiem szkoleniowym. Najmniejszą liczbą takich jednostek dysponuje Województwo Warmińsko-Mazurskie, ponieważ tylko 2 szpitale otrzymały akredytację. Natomiast otwartą specjalizację ma 33 lekarzy. W 2005 roku w województwie przyznano dodatkowo 16 miejsc specjalizacyjnych. Nie powinien budzić wątpliwości wymóg odpowiedzialności ze strony kierownika specjalizacji za realizowany program i osobiste potwierdzenie wykonywanych procedur. Nigdy nie kwestionuję decyzji, które sprowadzają się do wykonywania znieczuleń w szpitalu

macierzystym pod nadzorem specjalisty popartym podpisem i zaakceptowanych przez kierownika specjalizacji. W innym wydaniu cały system akredytacji byłby bezużyteczny i niepotrzebny.

Po drugie, liczba miejsc specjalizacyjnych w każdym województwie zależy od potrzeb zgłaszanych przez konsultantów wojewódzkich do regionalnych ośrodków doskonalenia kadr medycznych, które to potrzeby są później weryfikowane w Departamencie Szkolnictwa Wyższego Ministerstwa Zdrowia. W praktyce oznacza to najczęściej potwierdzenie zgłoszonych potrzeb.

Realizacja i przebieg szkolenia specjalizacyjnego zależy między innymi od dostępności do obowiązkowych kursów opisanych szczegółowo w programie. Warunki pod tym względem są różne i wynikają z operatywności jednostek oraz konsultantów wojewódzkich, których po raz kolejny obligowałam do podjęcia inicjatywy i organizowania kursów. W ostatnich latach nie otrzymałam do akceptacji wniosków o przeprowadzenie kursu z 8 województw. Wśród nich są 3 ośrodki akademickie: Wielkopolska, Zachodnio-Pomorskie, Kujawsko-Pomorskie. Taka sytuacja budzi nie tylko niepokój, ale jest wręcz niezrozumiała i nie do zaakceptowania szczególnie w odniesieniu do wymienionych województw.

Reasumując i odnosząc się do pytań zawartych w ostatnim fragmencie pisma uważam, że ciężar wynikający z kształcenia zawodowego musi być rozłożony między wszystkich zaangażowanych w ten proces, bez pominięcia głównych zainteresowanych, którzy również ponoszą konsekwencje swoich wyborów.

Sytuacja w Województwie Warmińsko- Mazurskim wynika, moim zdaniem, ze struktury i charakterystyki szpitali na tym terenie oraz dominujących w zatrudnieniu kontraktach, które skutecznie eliminują możliwości i inicjatywę szkolenia lekarzy specjalizujących się. Moja opinia o takiej formie zatrudnienia jest negatywna, ale jednocześnie nie widzę szans na jej upowszechnienie. Zawsze otwarcie wypowiadałam swoje zdanie na temat niekorzystnych lub wręcz fatalistycznych następstw zatrudnienia w takim trybie, stawiając na pierwszym miejscu zamieranie szkolenia ustawicznego, specjalizacyjnego i akademickiego oraz funkcjonowanie intensywnej terapii. Stanowisko moje w tej sprawie zostało złożone drogą służbową w Ministerstwie Zdrowia.

W sprawie szkolenia specjalistycznego będę obstawać za wymiarem jakościowym i odpowiednim poziomem merytorycznym, monitorowanym i weryfikowanym. Nie popieram ułatwień i rozwiązań opartych na półśrodkach i akceptuję dążenia Zespołu Ekspertów ds. akredytacji jednostek uprawnionych do prowadzenia szkolenia specjalizacyjnego do poprawy poziomu kształcenia. Jednocześnie nie mam złudzeń, co do występowania zakłóceń i utrudnień, które należy eliminować. Staram się to czynić na bieżąco, chociaż najczęściej nie zadowala mnie finalna skuteczność takich działań.

Ostatnią poruszaną sprawę zakwalifikowałabym do kategorii politycznych. Pan Profesor skupił w niej wszystkie problemy nękające anestezjologię i intensywną terapię od zawsze i życzy sobie ode mnie inicjatywy będąc doskonale zorientowany w sytuacji i mechanizmach odpowiedzialnych za obecny stan w zakresie wyposażenia stanowisk anestezjologicznych i oddziałów intensywnej terapii. Wizytując szpitale pod tym względem mam różne odczucia a relacja na ten temat zajęłaby strony papieru. Jedno jest pewne; ogromne zróżnicowanie wynikające z różnych źródeł finansowania i uzależnień.

Kolejny raport obejmujący zasoby aparaturowe i potrzeby we wszystkich szpitalach, wsparty spotkaniem z Panem Ministrem, przygotowuję w końcu stycznia 2005 r. Będzie on także zawierał dane na temat warunków pracy personelu.

Z wyrazami szacunku

Konsultant Krajowy
w dziedzinie anestezjologii
i intensywnej terapii

Prof. dr hab. Ewa Mayzner-Zawadzka